Zabawki edukacyjne
Czy zabawki edukacyjne dostępne w sklepach z zabawkami tak powszechnie jak parówki w sklepach mięsnych to faktycznie jakiś szczególny rodzaj zabawek, który jest szczególnie polecany dla naszych dzieci, czy tylko zwykła mówiąc kolokwialnie "ściema"? Otóż jednak są badania potwierdzające, że pewne zabawki przyśpieszają i wspomagają rozwój psychoruchowy dziecka, a inne robią to wolniej.
Czyli, że ogólnie to wszystkie zabawki są "edukacyjne". Po to używa ludzkość zabawek, żeby uczyć swoje potomstwo. I to już od prehistorii. Już od dawna używamy zabawek do tego celu, już mały neandertal latał z miniaturką maczugi i lał po łebkach biedne jaszczurki - a wszystko po to, żeby potem umieć przywalić mamutowi ;)
Można więc powiedzieć, że określenie "zabawki edukacyjne" to mniej więcej tyle co "masło maślane", ale speców od marketingu takie detale nie interesują, chodzi o to, co "chwyci". I nie da się ukryć, że określenie "zabawki edukacyjne" chwyciło doskonale. Wystarczy zajrzeć w liczbę wyszukań na te słowa.
Nie znaczy to oczywiście, że pewne zabawki nie są lepsze od innych w temacie pobudzania rozwoju i wyobraźni. Pewnie tak jest i warto z tego korzystać, ale nie należy popadać w paranoję. Dziecko potrafi stworzyć sobie świat fantazji w opraciu o "magiczny kamień" - czyli połówkę procesora Celeron znalezionego na chodniku pod blokiem. I będzie to dla niego inspiracją do naprawdę dziwnych zabaw i wielu chwil "kreatywnego wysiłku" - co ostatnio na topie jest ;)
Krótko mówiąc nie zapominajmy o aspekcie pedagogicznym zabawek i może zamiast procy kupmy pistolet do robienia baniek mydlanych, ale - nie wszystko co ma napis "zabawka edukacyjna
Czyli, że ogólnie to wszystkie zabawki są "edukacyjne". Po to używa ludzkość zabawek, żeby uczyć swoje potomstwo. I to już od prehistorii. Już od dawna używamy zabawek do tego celu, już mały neandertal latał z miniaturką maczugi i lał po łebkach biedne jaszczurki - a wszystko po to, żeby potem umieć przywalić mamutowi ;)
Można więc powiedzieć, że określenie "zabawki edukacyjne" to mniej więcej tyle co "masło maślane", ale speców od marketingu takie detale nie interesują, chodzi o to, co "chwyci". I nie da się ukryć, że określenie "zabawki edukacyjne" chwyciło doskonale. Wystarczy zajrzeć w liczbę wyszukań na te słowa.
Nie znaczy to oczywiście, że pewne zabawki nie są lepsze od innych w temacie pobudzania rozwoju i wyobraźni. Pewnie tak jest i warto z tego korzystać, ale nie należy popadać w paranoję. Dziecko potrafi stworzyć sobie świat fantazji w opraciu o "magiczny kamień" - czyli połówkę procesora Celeron znalezionego na chodniku pod blokiem. I będzie to dla niego inspiracją do naprawdę dziwnych zabaw i wielu chwil "kreatywnego wysiłku" - co ostatnio na topie jest ;)
Krótko mówiąc nie zapominajmy o aspekcie pedagogicznym zabawek i może zamiast procy kupmy pistolet do robienia baniek mydlanych, ale - nie wszystko co ma napis "zabawka edukacyjna
Adres www: http://205.97.211.230



