W Poznaniu szukałem żaluzji
Pojawienie się na osiedlu nowego mieszkańca z reguły budzi powszechne ożywienie. Amerykańskie zwyczaje, by nowoprzybyłych witać własnoręcznie upieczonym jabłecznikiem, czy świeżą sałatką nie są znowu Europie takie obce. O ile na początku jednak sąsiedzka uprzejmość powoduje radość, to na dłuższą metę ma możliwość się okazać bardzo mecząca, tym bardziej, że przeradza się w intuicyjne wścibstwo. Wyjątkowo denerwujące staje się podpatrywanie nowych sąsiadów zza delikatnie uchylonej firanki. Dzięki zamieszczonym z uwagą vis a vis oknom można zdarza się, że przyłapać nowych mieszkańców w najróżniejszych sytuacjach życiowych. Najczęściej taka cicha obserwacja jednak zaczyna przeszkadzać, nieważne czy tyczy się mieszkańców Wielkopolski, Mazowsza czy Pomorza. Podglądani postanawiają w końcu przerwać sąsiedzkiego Big Brothera. Pozostaje jedynie wyselekcjonować, czy przeszkodę dla niepożądanych oczu będą stanowić markizy czy okna Poznań. Te pierwsze oczywiście wyglądają bardzo estetycznie, a przy tym łatwiej je utrzymać w czystości. Drugie z kolei to według niektórych siedlisko kurzu. Ponadto kategorycznie ograniczają pole widzenia. Zarówno jedne jak również drugie posiadają zwolenników. Ważne wszakże, że dzięki nim człowiek zyskuje poczucie bezpieczeństwa i tak bardzo pożądanej dziś prywatności. Niemała część społeczeństwa deklaruje, że lokal mieszkalny powinien być przestronny, z dużą ilością okien, a jednocześnie stanowić azyl dla jego stałych bywalców. Sąsiedzkie oko potrafi namieszać w tych deklaracjach.
Adres www: http://101.57.19.105



